Najdziwniejsze afrodyzjaki z różnych zakątków świata

 

Chyba każda osoba, która żywo interesuje się seksem, zastanawiała się kiedyś nad tym, w jaki sposób pobudzić swoje mojo do pracy. Owszem, z łatwością można radzić sobie za pomocą świntuszenia, seksownych gierek z przebierankami czy jakimś wibrującym gadżetem. Inni jednak wolą sięgać po środki, które ktoś kiedyś uznał za sprawdzone. Nie, nie mówię tu o wiagrze – ona rzeczywiście jest sprawdzona i może wywołać nie tylko erekcję, ale i zawał serca. Mowa oczywiście o afrodyzjakach, substancjach, które wywołują niezwykle silną ochotę na niegrzeczne zabawy w sypialni (bądź gdziekolwiek indziej).

Za jeden z najbardziej znanych afrodyzjaków jest czekolada – poprawia zarówno nastrój, jak i koncentrację, a doskonale wiadomo, że do udanego seksu jest to bardzo potrzebne. Z kolei mężczyźni działają o wiele chętniej po owocach morza, zwłaszcza po ostrygach. Dzieje się tak przez wzgląd na wysoką zawartość magnezu, cynku i fosforu, które stymulują produkcję testosteronu.

Jednak dzisiaj nie mam zamiaru opowiadać o tych smacznych i w większości przypadków łatwo dostępnych afrodyzjakach. O nie, dzisiaj opowiem trochę o tym, co w innych zakątkach świata uważane jest za środki wyjątkowo pobudzające libido. Uwierzcie, szybko sięgniecie po czekoladę bądź ostrygi, weźmiecie swoje wibratory i korki analne i grzecznie pomaszerujecie do łóżka. Oto najdziwniejsze afrodyzjaki z różnych zakątków świata.

 

Balut

 

Brzmi niegroźnie, prawda? Balut to prawdziwy przysmak – zwłaszcza w kuchni wietnamskiej, filipińskiej czy kambodżańskiej. Azjaci mają kuchnię niezwykle bogatą w przeróżne smakowitości, nie zapominajmy przecież o sushi, jednak balut w żadnym wypadku nie zalicza się do tego grona. Czym jest niezwykle popularny i także drogi afrodyzjak? Mówiąc w skrócie – to gotowane kacze jajko z zarodkiem. I to nie tą małą białą plamką, która zarodkiem mogłaby być. Nie, balut jest tym droższy, im bardziej zarodek jest uformowany. To forma przejściowa między jajkiem a kaczym mięsem. Z kostkami i dziobkiem. Smacznego!

 

Róg nosorożca

 

Nadal pozostajemy w Azji, choć tym razem głównie w Chinach. To właśnie Chińczycy uważali, że starty róg nosorożca jest w stanie pobudzić nawet stuletniego mężczyznę i wywołać erekcję, która zadowoli każdą kobietę. Cóż, to bardziej szkodliwy zabobon od powyższego – balut nie jest odpowiedzialny za zmniejszającą się populację nosorożców. Natomiast chęć postawienia masztu za pomocą magicznej mikstury ze sproszkowanego rogu nosorożca już tak. To już lepiej wziąć wiagrę.

 

Żółwie jaja

 

Opuśćmy na chwilę Azję (chociaż jeszcze tam wrócimy, to naprawdę pokręcone miejsce ze strasznie napalonymi ludźmi) i przenieśmy się do Ameryki Środkowej. Jajka pojawiają się tu już po raz drugi, więc coś musi być jednak na rzeczy. Tym razem jaja żółwi, które są nie tylko przysmakiem, ale także bardzo silnym (ponoć) afrodyzjakiem wzmacniającym potencję. Wiara w ich wielkie moce jest na tyle silna, że na plażach aż roi się od wyssanych skorupek po żółwich jajach.

 

Ryba fugu

 

A nie mówiłam, że jeszcze wrócimy do Azji? O rybie fugu słyszeliście z pewnością – to jedno z najbardziej zdradliwych dań świata. Jest ponoć także daniem miłosnym. W tym przypadku jednak miłość i śmierć dzieli bardzo cienka linia. Właściwie tak bywa dość często, jeśli ma się bardzo dzikiego partnera ;). Ale mówiąc poważnie, ryba fugu musi zostać odpowiednio przyrządzona, by można było ją zjeść i pozostać na tym świecie, a następnie cieszyć się erotycznymi uniesieniami. Rybę fugu mogą przygotować jedynie licencjonowani kucharze, dlatego nie jest to tanie danie. Dodatkowo jądra fugu, które uważane są za najsilniejszy afrodyzjak, są jeszcze bardziej trujące (wiadomo), a zjedzenie ich może nie być zbyt dobrym pomysłem. Po posiłku goście powinni poczuć jedynie drobne zdrętwienie ust, policzków i podniebienia. Zdrętwiała jama ustna ponoć wzmaga seksualne potrzeby. Być może to właśnie uczucie bliskości śmierci jest najbardziej podniecające? Coś jak podduszanie się.

 

Ambra

 

To jeden z tych wyjątkowo dziwnych afrodyzjaków (jakby na tej liście były jakieś normalne, prawda?). Ambra to substancja, która wytwarzana jest w jelitach kaszalotów. Nie muszę chyba używać innego słowa, prawda, doskonale wiadomo, o co chodzi? Grudki ambry pływają sobie, aż nie wyłowi ich ktoś z Azji bądź obu Ameryk. Ambra działa jako afrodyzjak nie ze względu na swoje właściwości odżywcze (całe szczęście), ale przez zapach. Tak przynajmniej twierdzili Arabowie, którzy jako pierwsi docenili te właściwości. Słodkawy zapach ponoć działa wyjątkowo pobudzająco. Jednak ambrę wykorzystuje się także w napojach, zwłaszcza alkoholach, gdyż właśnie w nich się ona rozpuszcza. Wystarczy niewielka grudka, by kochankowie mieli ochotę skoczyć sobie w ramiona i oddać się cielesnym rozkoszom.

 

I jak, kochani, macie ochotę skorzystać z tych przedziwnych afrodyzjaków, czy jednak będziecie trzymać się tego, co dobrze znane – czekolada, imbir, białe wino, ostrygi? Ja jednak pozostanę przy sprawdzonych metodach: świntuszeniu, lubrykancie i wibratorach.